CHEŁMCE

renesansowy dwór obronny

"DWÓR ARIAŃSKI" W CHEŁMCACH WYGLĄDA DZIŚ NA BUDYNEK, KTÓRY OD DAWNA NIE ZABIEGA O NICZYJĄ UWAGĘ, WIĘC WYPADA WRESZCIE POŚWIĘCIĆ MU TROCHĘ MIEJSCA

DZIEJE DWORU


Za­nim ru­szy­my tro­pem ko­lej­nych wła­ści­cie­li dwo­ru w Chełm­cach, uprze­dzam: ła­two nie bę­dzie. Za chwi­lę po­ja­wi się ca­ły ko­ro­wód San­cy­gniow­skich, Tar­now­skich, Kost­ków i Ostrog­skich, po­łą­czo­nych sie­cią mał­żeństw, spad­ków i po­sa­gów, przy któ­rej zwy­kłe drze­wo ge­ne­alo­gicz­ne za­czy­na przy­po­mi­nać krzak je­żyn. War­to więc czy­tać uważ­nie, za­cho­wu­jąc przy tym odro­bi­nę zdro­wej po­dej­rzli­wo­ści. Źró­dła są tu nie­ste­ty wy­jąt­ko­wo skrom­ne, dla­te­go przed­sta­wio­na hi­sto­ria sta­no­wi naj­bar­dziej praw­do­po­dob­ną re­kon­struk­cję, nie zaś za­pis, pod któ­rym wszy­scy za­in­te­re­so­wa­ni zło­ży­li zgod­ne pod­pi­sy.

NIECH NIKOGO NIE ZMYLI SPOKÓJ TEGO WIEJSKIEGO KRAJOBRAZU, GDYŻ ZA CHWILĘ ZACZNĄ SIĘ TAKIE ROSZADY RODZINNE, ŻE NAWET HERALDYK MÓGŁBY POPROSIĆ O KRÓTKĄ PRZERWĘ

Pierw­szym zna­nym XVI-wiecz­nym wła­ści­cie­lem Chełm­ców był Ja­kub San­cy­gniow­ski her­bu Je­li­ta, sta­ro­sta szy­dłow­ski Starosta był królewskim namiestnikiem, który pilnował zamków, zarządzał majątkami, zbierał dochody i dbał o porządek w okolicy. Jako starosta grodowy sądził również rozbójników, podpalaczy i sprawców zbrojnych najazdów na dwory, co przy ówczesnych obyczajach szlachty oznaczało, że nawet zwykła wizyta u sąsiada mogła skończyć się procesem o kilka trupów i spaloną stodołę. , wy­mie­nio­ny w źró­dłach w 1540 ro­ku. To wła­śnie z nim wią­że się po­wsta­nie mu­ro­wa­ne­go dwo­ru obron­ne­go, choć nie za­cho­wał się ża­den do­ku­ment po­zwa­la­ją­cy bez­spor­nie przy­pi­sać mu fun­da­cję bu­dow­li. Przed 1555 ro­kiem ma­ją­tek na­le­żał już do Mi­ko­ła­ja San­cy­gniow­skie­go. Obu pa­nów łą­czy­ło na­zwi­sko oraz wspól­ny herb, na­to­miast na­tu­ra ro­dzin­ne­go wę­zła sku­tecz­nie wy­mknę­ła się do­ku­men­tom.

PATRZCIEŻ NA JELITA, HERB PANÓW SANCYGNIOWSKICH, GDZIE TRZY WŁÓCZNIE ZŁOTE W CZERWONYM POLU SPOCZYWAJĄ, KOZIOŁ ZAŚ BIAŁY NAD WSZYSTKIM GÓRUJE; WIDAĆ PRZODKOWIE I DO BOJU, I DO UPORU JEDNAKOWĄ WAGĘ PRZYWIĄZYWALI

Wkrót­ce do Chełm­ców za­wi­tał wiel­ki świat, gdy wieś zna­la­zła się w rę­kach Ja­na Krzy­szto­fa Tar­now­skie­go her­bu Le­li­wa , sy­na het­ma­na wiel­kie­go ko­ron­ne­go Ja­na Amo­ra Tar­now­skie­go i Zo­fii Szy­dło­wiec­kiej. Nie wia­do­mo, w ja­ki spo­sób prze­jął on tu­tej­szy ma­ją­tek od San­cy­gniow­skich, wia­do­mo na­to­miast, że w 1555 ro­ku po­ślu­bił Zo­fię ze Spro­wy Odro­wą­żów­nę, cór­kę wo­je­wo­dy ru­skie­go Sta­ni­sła­wa Odro­wą­ża i An­ny z ksią­żąt ma­zo­wiec­kich, ostat­niej przed­sta­wi­ciel­ki ma­zo­wiec­kiej li­nii Pia­stów. Po­nie­waż mał­żeń­stwo to nie do­cze­ka­ło się po­tom­stwa, po śmier­ci Ja­na w 1567 ro­ku Chełm­ce po­zo­sta­ły przy Zo­fii.

JAN KRZYSZTOF, SYN WIELKIEGO HETMANA, PRZY BOKU ZOFII, W KTÓREJ ŻYŁACH KREW KSIĄŻĄT MAZOWIECKICH PŁYNĘŁA; OBOJE NA OBRAZIE TAK BOGATO PRZYSTROJENI, IŻ NAJWIĘKSZĄ SKROMNOŚĆ OKAZAŁ TU PIES, CO JENO OBRÓŻKĘ NA SZYI NOSI

Pod ko­niec 1574 ro­ku Zo­fia po­now­nie sta­nę­ła na ślub­nym ko­bier­cu, tym ra­zem u bo­ku Ja­na Kost­ki ze Sztem­ber­ku her­bu Dą­bro­wa , kasz­te­la­na gdań­skie­go Kasztelan gdański był wysokim urzędnikiem Prus Królewskich, zasiadał w senacie i w razie wojny mógł zastępować wojewodę w dowodzeniu pospolitym ruszeniem. Co zabawne, z samym Gdańskiem i zarządzaniem miastem nie miał już nic wspólnego, choć tytuł sugerował coś zupełnie innego. Miał za to senatorski fotel, odpowiednią pozycję wśród szlachty i całkiem wygodną sytuację, w której nazwa urzędu robiła większe wrażenie niż zakres obowiązków. , póź­niej­sze­go wo­je­wo­dy san­do­mier­skie­go Wojewoda (XVI wiek) był jednym z najwyższych urzędników Rzeczypospolitej, zasiadał w senacie, nadzorował część spraw administracyjnych i sądowych oraz pilnował cen niektórych towarów, co dawało mu okazję do zajmowania się zarówno wielką polityką, jak i ceną śledzia na targu. W razie wojny dowodził pospolitym ruszeniem swojego województwa, co wymagało zebrania szlachty równie przywiązanej do szabli, jak do prawa kwestionowania każdego rozkazu. Urząd zapewniał ogromny prestiż, choć rzeczywistej władzy wojewoda miał znacznie mniej, niż sugerował jego imponujący tytuł. i czło­wie­ka, któ­ry mie­rzył na­wet w pol­ską ko­ro­nę. Wraz z jej rę­ką Kost­ka otrzy­mał Chełm­ce, dzię­ki cze­mu ma­ją­tek za­si­lił do­bra ko­lej­ne­go po­tęż­ne­go ro­du, mał­żeń­stwo zaś do­cze­ka­ło się kil­kor­ga dzie­ci, wśród nich An­ny i Ka­ta­rzy­ny Kost­cza­nek. Po śmier­ci Zo­fii w 1580 ro­ku i Ja­na za­le­dwie rok póź­niej Chełm­ce przy­pa­dły ich dzie­ciom, wśród któ­rych dal­szą hi­sto­rię ma­jąt­ku mia­ła pi­sać przede wszyst­kim jed­na z có­rek, An­na Kost­ka.

TRZY LATA PRZED ŚLUBEM JANA KOSTKI Z ZOFIĄ JEGO RÓD MIAŁ JUŻ W KOŚCIELE W LISEWIE TAK OKAZAŁE EPITAFIUM, ŻE PRZYSZŁA PANNA MŁODA MOGŁA BYĆ SPOKOJNA PRZYNAJMNIEJ O POZIOM RODOWYCH AMBICJI

He­ral­dycz­ny tłok wo­kół Chełm­ców zro­bił się jesz­cze więk­szy, gdy uro­dzo­na w 1575 ro­ku dzie­dzicz­ka osiem­na­ście lat póź­niej po­ślu­bi­ła Alek­san­dra Ostrog­skie­go, sy­na Kon­stan­te­go Wa­sy­la Ostrog­skie­go i Zo­fii Tar­now­skiej. Mał­żeń­stwo do­mknę­ło oso­bli­wy krąg ro­dzin­ny, po­nie­waż mat­ka pa­na mło­de­go by­ła sio­strą Krzy­szto­fa Tar­now­skie­go, wcze­śniej­sze­go wła­ści­cie­la Chełm­ców i pierw­sze­go mę­ża Zo­fii Odro­wą­żów­ny. Alek­san­der po­ślu­bił więc cór­kę wdo­wy po wła­snym wu­ju (kto zro­zu­miał, ten kła­mie!), dzię­ki cze­mu ma­ją­tek po­wró­cił do po­tom­ka Tar­now­skich po wę­drów­ce przez rę­ce wdo­wy, jej dru­gie­go mę­ża i ich cór­ki. Jed­nym sło­wem, cór­ka wdo­wy po wu­ju zo­sta­ła żo­ną sio­strzeń­ca. Uff... Pro­ściej już nie bę­dzie.

POZOSTAJE TAJEMNICĄ, CZY ALEKSANDER OSTROGSKI RÓWNIE SKRUPULATNIE PORZĄDKOWAŁ SWOJE SPRAWY MAJĄTKOWE, JAK WŁASNĄ FRYZURĘ

Chełm­ce sta­no­wi­ły część ma­jąt­ku An­ny i za­pew­ne zo­sta­ły wnie­sio­ne do mał­żeń­stwa ja­ko po­sag al­bo wia­no. Nie­któ­rzy ba­da­cze to wła­śnie jej przy­pi­su­ją wznie­sie­nie za­cho­wa­ne­go dwo­ru pod ko­niec XVI wie­ku lub przy­naj­mniej je­go grun­tow­ną prze­bu­do­wę, co prze­su­wa­ło­by na­ro­dzi­ny bu­dow­li z cza­sów San­cy­gniow­skich na okres pa­no­wa­nia Kost­ków i Ostrog­skich. Źró­dła nie po­zwa­la­ją jed­nak roz­strzy­gnąć, kto rze­czy­wi­ście wy­sta­wił ów dwór, więc je­go fun­da­tor na­dal sku­tecz­nie ukry­wa się w ge­ne­alo­gicz­nym tłu­mie.

ANNA KOSTKA, DZIEDZICZKA CHEŁMIEC I BYĆ MOŻE FUNDATORKA RENESANSOWEGO DWORU, KTÓRA NA PORTRECIE WYGLĄDA, JAKBY WŁAŚNIE PRZECZYTAŁA, CO HISTORYCY WYPISUJĄ NA TEMAT JEJ MAJĄTKU

Do i tak już so­lid­nie za­plą­ta­nej hi­sto­rii swo­je trzy gro­sze do­rzu­ca opra­co­wa­nie, we­dług któ­re­go w 1600 ro­ku Chełm­ce zna­la­zły się w rę­kach nie­ja­kie­go Paw­ła Po­pow­skie­go, a do­pie­ro póź­niej prze­szły do Alek­san­dra Ostrog­skie­go. Pro­blem w tym, że Alek­san­der po­ślu­bił An­nę Kost­kę już w 1593 ro­ku, więc ta­ka ko­lej­ność zgrzy­ta na osi cza­su ni­czym źle wsu­nię­ta szu­fla­da. Po­pow­ski mógł być dzier­żaw­cą, za­staw­ni­kiem lub ad­mi­ni­stra­to­rem ma­jąt­ku, choć au­tor opra­co­wa­nia wy­sta­wił mu od ra­zu fo­tel wła­ści­cie­la; do­pó­ki jed­nak nie wy­pły­nie do­ku­ment po­twier­dza­ją­cy trans­ak­cję, roz­sąd­niej po­zo­sta­wić go na mar­gi­ne­sie suk­ce­sji, za­miast wci­skać mię­dzy Kost­ków i Ostrog­skich czło­wie­ka, któ­ry być mo­że je­dy­nie pil­no­wał im klu­czy.

OTO GODŁO KSIĄŻĄT OSTROGSKICH, KTÓRZY ZIEMSKIE DOSTATKI TAK SOBIE UPODOBALI, IŻ NA HERBIE JESZCZE GWIAZDĘ I PÓŁKSIĘŻYC UMIEŚCILI, NA WYPADEK GDYBY ZABRAKŁO IM MAJĄTKÓW POD SŁOŃCEM
Dwór w Chełm­cach jest po­wszech­nie uwa­ża­ny za daw­ny zbór ariań­ski, choć źró­dła nie po­twier­dza­ją ani je­go funk­cji re­li­gij­nej, ani jed­ne­go spo­tka­nia arian. Skąd więc ta na­zwa? Praw­do­po­dob­nie spo­pu­la­ry­zo­wał ją Wa­le­ry Przy­bo­row­ski, któ­ry w po­wie­ści Ary­anie umie­ścił w Chełm­cach gnia­zdo he­re­tyc­kie, gdzie spi­sko­wa­no prze­ciw Ja­no­wi Ka­zi­mie­rzo­wi i pla­no­wa­no pod­da­nie kra­ju Szwe­dom. Opi­sy­wał on jed­nak du­ży za­mek, więc z rze­czy­wi­stym dwo­rem ob­szedł się dość swo­bod­nie. Dru­ga hi­po­te­za pro­wa­dzi do An­ny z Kost­ków, do­mnie­ma­nej fun­da­tor­ki bu­dow­li, któ­rej mąż Alek­san­der był pra­wo­sław­ny. Ty­le mo­gło wy­star­czyć, że­by dwór awan­so­wał na zbór, choć aria­nie nie zo­sta­wi­li tu na­wet li­sty obec­no­ści.
TAKOWY SĄD NAD ARIANAMI OZDOBIŁ OKOŁO ROKU 1642 PLAFON KIELECKIEGO PAŁACU BISKUPIEGO, GDZIE WŚRÓD DOSTOJNIKÓW WRZE ŚWIĘTE OBURZENIE, ZAŚ PO MINACH WIDAĆ, IŻ MIŁOSIERDZIE ODŁOŻONO NA OBRADY NASTĘPNE

W 1620 ro­ku nad Chełm­ca­mi po­ja­wił się cień na­praw­dę wiel­kie­go na­zwi­ska. An­na Aloj­za Ostrog­ska , cór­ka An­ny z Kost­ków, po­ślu­bi­ła Ja­na Ka­ro­la Chod­kie­wi­cza , het­ma­na wiel­kie­go li­tew­skie­go Hetman wielki litewski był najwyższym dowódcą wojsk Wielkiego Księstwa Litewskiego, które nawet po unii z Polską zachowało własną armię i osobny skarb. Prowadził wyprawy wojenne, mianował dowódców, pilnował dyscypliny i miał na głowie przede wszystkim Moskwę oraz żołnierzy domagających się zaległego żołdu. Pierwszych należało pobić, drugim wytłumaczyć, że skarbiec świeci pustkami, przy czym obie grupy dysponowały bronią i cierpliwością raczej nie grzeszyły. i jed­ne­go z naj­słyn­niej­szych wo­dzów Rze­czy­po­spo­li­tej, naj­praw­do­po­dob­niej dzie­dzi­cząc wraz z in­ny­mi do­bra­mi rów­nież tu­tej­szy ma­ją­tek. Póź­niej źró­dła gu­bią trop Chełm­ców, któ­re po pew­nym cza­sie wy­nu­rza­ją się już ja­ko wła­sność Ja­na Alek­san­dra Tar­ły. Ten spoj­rzał na sta­ry dwór, po­rów­nał go ze swo­ją po­zy­cją oraz for­tu­ną i naj­wy­raź­niej uznał, że miesz­ka­nie w ka­mien­nej kost­ce prze­sta­ło mu ucho­dzić. Ro­do­wą sie­dzi­bę prze­niósł więc do wy­staw­ne­go pa­ła­cu w po­bli­skim Pod­zam­czu Pie­ko­szow­skim, po­zo­sta­wia­jąc Chełm­com znacz­nie mniej re­pre­zen­ta­cyj­ną ro­lę fol­war­ku.

CHEŁMCE MIAŁY SWÓJ RENESANSOWY DWÓR, PODZAMCZE PIEKOSZOWSKIE DOSTAŁO PAŁAC, KTÓRY ZNACZNIE LEPIEJ ODPOWIADAŁ WYOBRAŻENIOM MAGNATA O WŁASNEJ WIELKOŚCI

Zep­chnię­cie Chełm­ców do ro­li pań­szczyź­nia­ne­go za­ple­cza od zbo­ża i obor­ni­ka nie wy­rzu­ci­ło miej­sco­we­go dwo­ru z hi­sto­rii, któ­ra już wkrót­ce po­now­nie za­pu­ka­ła do je­go wrót, na­tu­ral­nie z woj­skiem. Pod­czas po­to­pu, w la­tach 1656–1657, oko­li­ce Chełm­ców za­ję­ły od­dzia­ły szwedz­kie; pół wie­ku póź­niej ich ro­da­cy wró­ci­li pod wo­dzą Ka­ro­la XII , ko­rzy­sta­ją­ce­go z roz­dar­cia Rze­czy­po­spo­li­tej po­mię­dzy stron­ni­ków Au­gu­sta II Sa­sa i Sta­ni­sła­wa Lesz­czyń­skie­go. Po bi­twie pod Kli­szo­wem Bitwa pod Kliszowem (1702) zakończyła się klęską wojsk Augusta II Mocnego, rozbitych przez znacznie mniej liczną armię szwedzką Karola XII. Był to symboliczny koniec świetności husarii, której dwie szarże powstrzymała szwedzka piechota uzbrojona w muszkiety i osłonięta drewnianymi przeszkodami. Hetman Lubomirski wycofał polską jazdę, pozostawiając Sasów sam na sam z Karolem XII, który skwapliwie skorzystał z uprzejmości i rozbił resztę armii Augusta II. Ka­rol miał za­trzy­mać się wła­śnie w Chełm­cach, gdzie miej­sco­wy dwór po­dob­no za­mie­nio­no w la­za­ret dla ran­nych musz­kie­te­rów. Tra­dy­cja za­kwa­te­ro­wa­ła tu za­tem kró­la wraz z ca­łym szpi­ta­lem po­lo­wym, choć źró­dła upar­cie od­ma­wia­ją po­twier­dze­nia tej im­po­nu­ją­cej re­zer­wa­cji.

NA PIERWSZYM PLANIE SZWEDZCY KANONIERZY, KTÓRZY Z GODNĄ LEPSZEJ SPRAWY PRACOWITOŚCIĄ ZAMIENIALI POLSKO-SASKIE SZYKI W MATERIAŁ DO PÓŹNIEJSZYCH EKSHUMACJI

W XVIII wie­ku Chełm­ce na­le­ża­ły do Szy­mo­na Tar­ły, sta­ro­sty skal­skie­go, któ­ry miesz­kał na Po­do­lu, a tu­tej­szy dwór peł­nił dla nie­go funk­cję my­śliw­skie­go przy­stan­ku od­wie­dza­ne­go od wiel­kie­go dzwo­nu. Po je­go śmier­ci w 1792 ro­ku ma­ją­tek prze­jął hra­bia Ka­zi­mierz Tar­ło, po czym w 1812 ro­ku ca­łość przy­pa­dła je­go je­dy­ne­mu sy­no­wi Hen­ry­ko­wi. No­wy dzie­dzic miał za­le­dwie dwa mie­sią­ce i z oczy­wi­stych wzglę­dów znacz­nie spraw­niej za­rzą­dzał grze­chot­ką niż do­bra­mi ziem­ski­mi, dla­te­go ste­ry ob­ję­ła je­go mat­ka, Ro­za­lia Tar­ło­wa z Żar­skich her­bu Sta­ry­koń , ad­mi­ni­stru­ją­ca Chełm­ca­mi do 1830 ro­ku.

CHEŁMCE HRABIEGO KAZIMIERZA TARŁY NA MAPIE GALICJI ZACHODNIEJ Z POCZĄTKU XIX WIEKU, SPORZĄDZONEJ BEZ PRZETARGU, AUDYTU I ZEWNĘTRZNEGO DORADCY, CO WSKAZUJE NA RAŻĄCE MARNOTRAWSTWO POTENCJAŁU ADMINISTRACYJNEGO

Gdy Hen­ryk osią­gnął peł­no­let­ność, cze­ka­ło na nie­go dzie­dzic­two, któ­re­go świet­ność na­le­ża­ła już do wspo­mnień, na­to­miast sam dwór od daw­na chy­lił się ku upad­ko­wi. W 1830 ro­ku spo­rzą­dza­ją­cy opis urzęd­nik nie zna­lazł w nim wła­ści­wie ni­cze­go, co war­to by­ło­by oszczę­dzić: za­mek cheł­mie­cki (…) mu­ro­wa­ny z ka­mie­nia i ce­gły na wap­no, si­łą cza­su zruj­no­wa­ny. Bez da­chu, okien i drzwi, ścia­ny w po­ko­jach tak­że po­ruj­no­wa­ne, do żad­ne­go użyt­ku nie­zdat­ny, od nie­pa­mięt­nych cza­sów wy­sta­wio­ny, w sta­nie złym (…) ru­de­ra, wy­czer­pu­jąc tym sa­mym nie­mal peł­ny urzę­do­wy ze­staw okre­śleń na ko­niec ubra­ny w ka­mień i ce­głę. Wy­buch po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go do­ło­żył do tych kło­po­tów po­li­ty­kę, gdyż Hen­ryk za­an­ga­żo­wał się w wal­kę, a póź­niej zo­stał zmu­szo­ny do emi­gra­cji, po­zo­sta­wia­jąc pod­upa­dłe do­bra pod opie­ką mat­ki.

TAK MÓGŁ PREZENTOWAĆ SIĘ DWÓR W 1830 ROKU, KIEDY SPISUJĄCY JEGO STAN URZĘDNIK ZASTAŁ BUDOWLĘ BEZ DACHU, OKIEN I DRZWI, Z WNĘTRZAMI OTWARTYMI NA WSZYSTKIE DOBRODZIEJSTWA ŚWIĘTOKRZYSKIEGO KLIMATU

Do­pie­ro po uzy­ska­niu amne­styi i po­wro­cie z emi­gra­cyi w 1853 ro­ku Hen­ryk Tar­ło osiadł w głów­nym fol­war­ku w Chełm­cach, li­cząc za­pew­ne na odro­bi­nę spo­ko­ju po la­tach wy­gna­nia. Miej­sco­wy dwór – któ­re­go ru­iny mu­siał­by naj­pierw pod­nieść ze zni­szczeń, o ile zdą­żył w ogó­le tchnąć w nie­go no­we ży­cie – stra­wił jed­nak po­żar. Po tym nie­szczę­ściu wła­ści­ciel prze­niósł swą sie­dzi­bę do Oblę­gor­ka i z ca­łem za­mi­ło­wa­niem praw­dzi­we­go este­ty­ka za­jął się tam za­ło­że­niem par­ku i upięk­sze­niem tej z na­tu­ry uro­czej miej­sco­wo­ści.

PAŁAC W OBLĘGORKU PRZYKRYŁ Z CZASEM DAWNĄ SIEDZIBĘ TARŁÓW, ZAŚ MUZEUM SIENKIEWICZA JESZCZE SKUTECZNIEJ PRZYKRYŁO PAMIĘĆ O HENRYKU (TARLE), KTÓRY PO CHEŁMIECKIM POŻARZE "ZAJMOWAŁ SIĘ TUTAJ PARKIEM" I NIE PRZYPUSZCZAŁ, JAK ZNANEGO DOCZEKA SIĘ NASTĘPCY

Po­par­cie udzie­la­ne po­wstań­com stycz­nio­wym przez wła­ści­cie­li Chełm­ców spro­wa­dzi­ło na ma­ją­tek ro­syj­skie woj­sko, któ­re od­po­wie­dzia­ło ulu­bio­nym ar­gu­men­tem im­pe­rium, pusz­cza­jąc z dy­mem bu­dy­nek dwo­ru wraz z czę­ścią wsi. Jed­ne prze­ka­zy da­tu­ją po­żar na 1863 rok, in­ne prze­su­wa­ją go o rok póź­niej, wszyst­kie jed­nak pro­wa­dzą do tych sa­mych zgliszcz, z któ­rych bu­dow­la po­now­nie wy­ło­ni­ła się ja­ko ru­ina. Z cza­sem dwór pod­dźwi­gnię­to, lecz już w moc­no uszczu­plo­nej po­sta­ci, przy­wra­ca­jąc klat­kę scho­do­wą i do­da­jąc we­ran­dę na pię­trze, pod­czas gdy daw­ne skrzy­dła za­cho­wa­ły się wy­łącz­nie we wspo­mnie­niu mi­nio­nej świet­no­ści.

"KTÓŻ OPISZE NIEDOLĘ MIESZKAŃCÓW CHEŁMIEC, GDY ZA PRZYCHYLNOŚĆ POWSTAŃCOM CARSKIE WOJSKO OGNIEM I MIECZEM ICH NAWIEDZIŁO? DWÓR GORZAŁ, WIEŚ GORZAŁA, JENO SUMIENIE MOSKIEWSKIEGO DOWÓDCY POZOSTAWAŁO NIEPORUSZONE, JAKO RZECZ OD DAWNA DO UŻYTKU NIEPRZEZNACZONA"

Par­ce­la­cja prze­pro­wa­dzo­na pod ko­niec XIX wie­ku wy­rwa­ła Chełm­ce z więk­sze­go ma­jąt­ku i rzu­ci­ła fol­wark na pry­wat­ny ry­nek. Stam­tąd w 1915 ro­ku wy­do­był go miej­sco­wy ksiądz Fe­liks No­wac­ki, któ­ry za­mie­rzał urzą­dzić we dwo­rze szko­łę, po­wie­rza­jąc na­uce mu­ry do­tąd znacz­nie le­piej za­zna­jo­mio­ne z dzie­dzi­cze­niem niż z wie­dzą. Ten edu­ka­cyj­ny roz­dział oka­zał się krót­ki, gdyż po 1918 ro­ku dwór na­le­żał już do ro­dzi­ny Ja­rząb­ków, by dzie­sięć lat póź­niej opu­sto­szeć i za­mie­nić szkol­ny gwar na pro­zę go­spo­dar­cze­go za­ple­cza.

ZEGAR SŁONECZNY Z ELEWACJI TUTEJSZEGO KOŚCIOŁA ODLICZYŁ ZMIANĘ WARTY, PO KTÓREJ DAWNY DWÓR ZACZĄŁ UCZYĆ ZAMIAST DZIEDZICZYĆ

Wy­buch (ko­lej­ne­go już) po­ża­ru w 1956 ro­ku ob­ró­cił w po­piół drew­nia­ne we­ran­dy, klat­kę scho­do­wą oraz głów­ny dach, po­zo­sta­wia­jąc dwór bez żad­ne­go za­bez­pie­cze­nia i otwie­ra­jąc ko­lej­ny etap je­go po­wol­ne­go roz­pa­du. Choć w la­tach 60. pod­ję­to jesz­cze pró­bę urzą­dze­nia w zruj­no­wa­nym bu­dyn­ku stra­ży po­żar­nej – co by­ło po­my­słem cał­kiem roz­sąd­nym, choć spóź­nio­nym o co naj­mniej je­den po­żar – wo­kół za­byt­ku za­ci­skał się już krąg co­raz gęst­szej za­bu­do­wy. Osta­tecz­nie, w 1985 ro­ku cier­pli­wość urzęd­ni­ków do­bie­gła koń­ca, a obiekt prze­zna­czo­no do roz­biór­ki, wy­zna­cza­jąc mu ad­mi­ni­stra­cyj­nie naj­krót­szą dro­gę do roz­wią­za­nia wszyst­kich pro­ble­mów.

W 1956 ROKU OGIEŃ STRAWIŁ DACH, WERANDY I KLATKĘ SCHODOWĄ; NA TYM ZDJĘCIU SPRZED POŻARU MOŻEMY DOSTRZEC PRZYNAJMNIEJ PIERWSZY Z TYCH ELEMENTÓW

Do roz­biór­ki jed­nak nie do­szło, gdyż w 1987 ro­ku Sto­wa­rzy­sze­nie Hi­sto­ry­ków Sztu­ki po­krzy­żo­wa­ło urzęd­ni­kom ten wy­jąt­ko­wo pro­sty plan upo­ra­nia się z kło­po­tli­wym za­byt­kiem. Oca­lo­ne ru­iny prze­jął na­stęp­nie pry­wat­ny in­we­stor, któ­ry wy­re­mon­to­wał dwór z za­mia­rem urzą­dze­nia w nim miesz­ka­nia i pra­cow­ni ar­ty­stycz­nej, do­pi­su­jąc do fol­warcz­nej prze­szło­ści, go­spo­dar­cze­go za­ple­cza i nie­do­szłych ka­rier szko­ły jesz­cze je­den po­mysł na wpro­wa­dze­nie re­ne­san­so­wych mu­rów w epo­kę home office.

ZAMIAST PLANOWANEJ ROZBIÓRKI MAMY DZISIAJ DWÓR Z NOWYM DACHEM, OGRODZENIEM I PERSPEKTYWĄ DALSZEGO ŻYCIA, CHOĆ ELEWACJA NADAL NOSI ŚLADY DOŚĆ BURZLIWYCH STOSUNKÓW Z HISTORIĄ

OPIS DWORU


Dwór wznie­sio­no na pla­nie zbli­żo­nym do kwa­dra­tu, czer­piąc z tra­dy­cji go­ty­ckich wież miesz­kal­no-obron­nych, w któ­rych miesz­ka­nie i obro­na mie­ści­ły się pod jed­nym, so­lid­nie pil­no­wa­nym da­chem. Bu­dow­la ma piw­ni­cę, par­ter i pię­tro, przy­kry­te obec­nie współ­czes­nym da­chem czte­ro­spa­do­wym, na­to­miast miej­sco­wy do­lo­mit oraz pia­sko­wiec two­rzą mu­ry osią­ga­ją­ce nie­mal metr gru­bo­ści, dzię­ki cze­mu pry­wat­ność zy­ska­ła tu wy­miar kon­struk­cyj­ny.

DOPIERO Z TEJ ODLEGŁOŚCI WIDAĆ, ŻE ELEWACJA MA CHARAKTER WYJĄTKOWO OTWARTY, SZCZEGÓLNIE W MIEJSCACH, W KTÓRYCH ZAPRAWA POSTANOWIŁA ZAKOŃCZYĆ WSPÓŁPRACĘ

Obron­ny cha­rak­ter dwo­ru zdra­dza­ło rów­nież od­izo­lo­wa­ne pię­tro, na któ­re pier­wot­nie nie pro­wa­dzi­ło żad­ne wej­ście z par­te­ru, dzię­ki cze­mu w ra­zie za­gro­że­nia miesz­kań­cy mo­gli bez­pie­cznie od­ciąć się i słu­chać, jak epi­go­ni po­nu­re­go fa­chu szu­ka­ją scho­dów z mi­na­mi lu­dzi, któ­rym ar­chi­tekt wła­śnie ze­psuł ca­ły na­pad. Ko­lej­ne re­mon­ty i prze­bu­do­wy zro­bi­ły jed­nak swo­je, ście­ra­jąc z bu­dyn­ku więk­szość daw­nych cech sty­lo­wych, dla­te­go naj­wię­cej z renesansowego dwo­ru po­zo­sta­ło dziś w pro­por­cjach je­go zwar­tej bry­ły, pod­czas gdy stro­py, więź­ba oraz dach są już współ­czes­ne i śred­nio­wie­cze zna­ją głów­nie ze sły­sze­nia.

SKORO JUŻ ZAJRZELIŚMY DWOROWI POD TYNK, WYPADA RÓWNIEŻ ZERKNĄĆ DO PIWNICY, W KTÓREJ RENESANSOWE MURY PRZETRWAŁY STULECIA, BY OSTATECZNIE DOCZEKAĆ SIĘ WŁASNEGO, NIECO PODEJRZANEGO MAGAZYNU HYDRAULICZNEGO

Piw­ni­ce po­dzie­lo­no na dwa po­miesz­cze­nia przy­kry­te skle­pie­nia­mi ko­leb­ko­wy­mi (su­fit wy­gię­ty jak wnę­trze becz­ki prze­cię­tej wzdłuż). We­dług jed­ne­go z opi­sów po­dob­nie wy­glą­dał pier­wot­nie par­ter, gdzie znaj­do­wa­ły się iz­by na­kry­te ko­leb­ka­mi z lu­ne­ta­mi (ta­ki­mi ma­ły­mi wcię­cia­mi w skle­pie­niu), na­to­miast obec­nie wi­ta nas re­pre­zen­ta­cyj­na sień i dwie ko­mo­ry zam­knię­te skle­pie­nia­mi krzy­żo­wy­mi (dwie ko­leb­ki prze­ci­na­ją się nad gło­wą i na­gle ar­chi­tek­tu­ra wy­glą­da na znacz­nie mą­drzej­szą). Naj­wię­cej roz­ma­chu zo­sta­wio­no pię­tru, któ­re zaj­mo­wa­ła wiel­ka sa­la z drew­nia­nym stro­pem i du­ży­mi ok­na­mi wy­cho­dzą­cy­mi na czte­ry stro­ny świa­ta, dzię­ki cze­mu wi­do­ków nie re­gla­men­to­wa­no, prze­cią­gów za­pew­ne rów­nież.

TAK WYGLĄDA PARTER DWORU W CHEŁMCACH PO DŁUGIEJ BATALII O OKNA, KTÓRE ZAMIAST ZWĘŻAĆ SIĘ KU ZEWNĘTRZNEJ STRONIE MURU, WOLAŁY ZOSTAĆ MAŁYMI POMNIKAMI ARCHITEKTONICZNEGO NIEPOSŁUSZEŃSTWA

Dwór naj­praw­do­po­dob­niej ota­cza­ły na­wod­nio­na fo­sa oraz drew­nia­na pa­li­sa­da, więc choć roz­mia­ra­mi nie do­rów­ny­wał zam­kom, po­tra­fił cał­kiem prze­ko­nu­ją­co znie­chę­cić nie­za­po­wie­dzia­nych go­ści. Wej­ście umiesz­czo­no od za­cho­du na wy­so­ko­ści pię­tra, do­kąd za­pew­ne pro­wa­dził most zwo­dzo­ny. Po je­go pod­nie­sie­niu gór­na kon­dy­gna­cja sta­wa­ła się trud­no do­stęp­na, za­pew­nia­jąc miesz­kań­com bar­dzo do­bre wa­run­ki do obro­ny; do­pie­ro póź­niej tę wo­jen­ną gim­na­sty­kę za­stą­pi­ła znacz­nie wy­god­niej­sza drew­nia­na klat­ka scho­do­wa.

PO PRZYGODACH Z PARTEREM PRZENOSIMY SIĘ DO REPREZENTACYJNEJ KOMNATY NA PIĘTRZE, GDZIE RENESANS ROZKWITA NA ŚCIANACH, DESKI TRZYMAJĄ FASON, NATOMIAST OKNA NADAL SĄ NIEULECZALNE

STAN OBECNY


Z daw­nej świet­no­ści dwo­ru oca­la­ło do­kład­nie to, cze­go naj­trud­niej się po­zbyć: pier­wot­na bry­ła, so­lid­ne mu­ry oraz skle­pio­ne po­miesz­cze­nia par­te­ru i piw­nic. Ozdo­by i in­ne szcze­gó­ły prze­pa­dły bez śla­du, dla­te­go daw­ny wy­gląd sie­dzi­by moż­na dziś od­twa­rzać głów­nie si­łą wy­obraź­ni, od­po­wied­nio wspo­ma­ga­nej sta­ry­mi opi­sa­mi. Ko­lej­ne re­kon­struk­cje i mo­der­ni­za­cje wy­go­ni­ły z niej re­ne­sans po­zo­sta­wia­jąc dwór so­lid­ny jak daw­niej, je­dy­nie znacz­nie mniej uro­dzi­wy.

Oto no­wo­czes­ny mo­del tu­ry­sty­ki re­zy­den­cjo­nal­nej: ze­ro bi­le­tów, ze­ro tłu­mów, ze­ro prze­wod­ni­ka opo­wia­da­ją­ce­go o tym, w któ­rym ro­ku zmie­nio­no ta­pe­ty, i – co naj­waż­niej­sze – ze­ro szans na ut­knię­cie na wiecz­nie zam­knię­tej wie­ży al­bo w lo­chach bez za­się­gu. Oglą­dasz z ze­wnątrz, po­dzi­wiasz bry­łę, a po pię­ciu mi­nu­tach mo­żesz już jeść droż­dżów­kę na traw­ni­ku obok. Peł­en pro­fe­sjo­na­lizm i ze­ro lo­gi­stycz­nych dra­ma­tów!

ZWIEDZANIE DWORU TO PRAWDZIWY TRIUMF MINIMALIZMU: JEDNA PERSPEKTYWA, JEDNA ULICA I CAŁE MNÓSTWO CZASU NA POZOSTAŁE ATRAKCJE WOJEWÓDZTWA

DOJAZD


Chełm­ce le­żą oko­ło 18 ki­lo­me­trów na pół­noc­ny za­chód od Kielc. Dwór stoi w środ­ko­wej czę­ści wsi, przy uli­cy Tu­ry­stycz­nej. Mi­mo ota­cza­ją­cej go współ­czes­nej za­bu­do­wy jest do­brze wi­docz­ny z dro­gi, więc tym ra­zem za­by­tek nie urzą­dza tu­ry­stom ani po­szu­ki­wań, ani eg­za­mi­nu ze spo­strze­gaw­czo­ści.

Sa­mo­chód moż­na zo­sta­wić przy dro­dze, gdzie ruch jest na ty­le nie­wiel­ki, że krót­ki po­stój nie po­wi­nien spra­wić kło­po­tu. Miej­sca dłu­go zresz­tą nie zaj­mie­my, po­nie­waż tu­tej­szy pro­gram zwie­dza­nia koń­czy się, nim sil­nik zdą­ży po­rząd­nie osty­gnąć.

ZAMKI W POBLIŻU


LITERATURA


  1. R. A. Sypek: Zamki i warownie ziemi san­do­mier­skiej, TRIO 2003
  2. A. Wagner: Murowane bu­do­wle obron­ne w Pol­sce X-XVIIw., Bel­lo­na 2019
  3. J. Wiśniewski: De­ka­nat ko­ne­cki, Druk. i Lit. "Jan Kan­ty Trze­biń­ski" 1913
  4. strawczynodnowa.pl
  5. zabytek.pl



Chcesz odsłuchać? Kliknij [⋮] na pasku przeglądarki → Odsłuchaj tę stronę.