SIERADZ

relikty zamku królewskiego

NA WZGÓRZU ZAMKOWYM W SIERADZU PRZESZŁOŚĆ PRZYBRAŁA KSZTAŁT WSPÓŁCZESNEJ INSTALACJI

DZIEJE ZAMKU


W sercu dzisiejszego, spo­koj­ne­go Sie­ra­dza być mo­że tę­tni­ło kie­dyś ży­cie dwóch zam­ków. Je­den z nich ist­niał na­praw­dę, dru­gi zaś uno­si się gdzieś mię­dzy hi­sto­rią a le­gen­dą, ni­czym duch w ko­ro­nie i z mie­czem z mgły. Oba daw­no już zni­knę­ły z po­wierz­chni zie­mi, lecz pa­mięć o nich wciąż po­bu­dza wy­obraź­nię hi­sto­ry­ków i mi­ło­śni­ków daw­nych dzie­jów. Choć nie po­zo­stał po nich ani ka­mień, sa­ma myśl o dwóch śre­dnio­wiecz­nych zam­kach w jed­nym mie­ście wy­star­cza, by roz­grzać dy­sku­sje i roz­pa­lić cie­ka­wość ba­da­czy.

SIERADZ WEDŁUG RYCINY Z 1751 ROKU TO MIASTO ZBUDOWANE Z NOSTALGII I WYOBRAŹNI

Pierwszy z owych zam­ków mia­ła po­do­bno po­wstać jesz­cze za pa­no­wa­nia Bo­le­sła­wa Chro­bre­go, czy­li w cza­sach, gdy Pol­ska bu­do­wa­ła się głów­nie z te­go, co ro­sło w le­sie. Drew­no by­ło wte­dy wszyst­kim – ma­te­ria­łem na dom, twier­dzę, a w osta­te­czno­ści i opał. Gród w Sie­ra­dzu miał być sie­dzi­bą ksią­żąt, do­pó­ki nie prze­ję­li go do­mi­ni­ka­nie, któ­rzy być mo­że uzna­li, że miej­sce na­da­je się ra­czej do mo­dli­twy niż do obro­ny. Moż­na po­wie­dzieć, że wa­ro­wnia prze­szła wte­dy z try­bu „miecz” w tryb „ró­żan­iec”. Je­śli rze­czy­wi­ście ist­nia­ła, by­ła w ca­ło­ści drew­nia­na – i jak to z drew­nem by­wa, szyb­ko zni­knę­ła bez śla­du, za­pew­ne po­chło­nię­ta przez czas, wil­goć i ludz­ką obo­jęt­ność.

PRZED REWITALIZACJĄ WZGÓRZE ZAMKOWE WYGLĄDAŁO JAK PO CICHYM ROZWODZIE Z MIASTEM, PO NIEJ ZNÓW ZACZĘŁO SIĘ SPOTYKAĆ Z LUDŹMI

Drugi zamek to już kon­stru­kcja z krwi i ko­ści, czy ra­czej z be­lek i gli­ny. Wznie­sio­no go praw­do­po­do­bnie w dru­giej po­ło­wie XIII wie­ku z ini­cja­ty­wy Le­szka Czar­ne­go, księ­cia, któ­ry po­tra­fił twar­do stą­pać po zie­mi, ale nie­ko­nie­cznie in­we­sto­wał w mar­mu­ry. Za­mek ów po­wstał na miej­scu star­sze­go gro­dzi­ska, być mo­że pa­mię­ta­ją­ce­go cza­sy Wła­dy­sła­wa Her­ma­na, i był – de­li­ka­tnie mó­wiąc – bar­dziej prak­ty­czny niż re­pre­zen­ta­cyj­ny. Obro­ny strze­gły wa­ły ziem­ne, gła­zy i pa­li­sa­da. Nie był to więc Mal­bork, ra­czej wa­ro­wnia z ga­tun­ku tych, któ­re bar­dziej li­czą na od­wa­gę za­ło­gi niż na gru­bość mu­rów.

HISTORIA MA TUTAJ WŁASNY TABLICZKOWY ADRES I CAŁKIEM DOBRĄ POGODĘ DO WSPOMNIEŃ

Przez pewien czas moż­ni tej zie­mi uczy­ni­li z te­go miej­sca cen­trum wła­dzy – tu za­pa­da­ły de­cy­zje o lo­sach lu­dzi i gra­nic. Choć bu­do­wla nie za­chwy­ca­ła ska­lą, jej twór­cy by­li prze­ko­na­ni, że stoi w sa­mym środ­ku świa­ta – i że świat o tym do­sko­na­le wie. W 1331 ro­ku świat rze­czy­wi­ście o so­bie przy­po­mniał: Krzy­ża­cy bez tru­du zdo­by­li za­mek, a ogień do­pi­sał poin­tę, któ­rej nikt tu nie pla­no­wał.

PUBLICZNOŚĆ NIE DOPISAŁA, ALE NASTRÓJ – BEZ ZARZUTU

Gdzie inni widzieli po­piół i ru­inę, Ka­zi­mierz Wiel­ki zo­ba­czył po­ten­cjał – i spo­ro miej­sca na ce­głę. Po­sta­no­wił więc wznieść tu za­mek – z tej oso­bli­wej mie­sza­ni­ny da­le­ko­wzro­czno­ści i upo­ru, któ­ra ka­że wład­com wie­rzyć, że wy­star­czy tro­chę ka­mie­nia, za­pra­wy i do­brej wo­li, by za­pa­no­wać nad świa­tem, al­bo przy­naj­mniej nad Sie­ra­dzem. Pra­ce bu­do­wla­ne roz­po­czę­ły się za­pew­ne w la­tach pięć­dzie­sią­tych XIV wie­ku, a naj­póź­niej w 1357 ro­ku, gdy za­mek po­ja­wił się w źró­dłach ja­ko ca­strum an­ti­quum. Sie­radz, do­tąd pa­chną­cy drew­nem i smo­łą, zy­skał no­we obli­cze – twar­dsze, chłod­niej­sze i bar­dziej kró­lew­skie.

CHMURY GROMADZĄ SIĘ TU Z SZACUNKU, NIE Z POWODU BURZY. REKONSTRUKCJA ZAMKU SIERADZKIEGO AUTORSTWA KRZYSZTOFA PACHOLIKA.

Za panowania Ja­giel­lo­nów za­mek wy­rósł na je­den z waż­niej­szych ośrod­ków po­li­ty­cznych Rzecz­po­spo­li­tej. Tu­taj od­by­wa­ły się zja­zdy szla­che­ckie, tu na­da­wa­no kró­lew­skie przy­wi­le­je i tu roz­strzy­ga­no spo­ry, któ­re nie­je­dne­mu mo­żno­wład­cy spę­dza­ły sen z po­wiek. Dwu­kro­tnie w tych mu­rach wa­ży­ły się lo­sy tro­nu: w 1432 ro­ku szla­chta obra­ła na kró­la mło­dziu­tkie­go Wła­dy­sła­wa War­neń­czy­ka, a w 1445 ro­ku – Ka­zi­mie­rza Ja­giel­loń­czy­ka. Przez pe­wien czas Sie­radz na­pra­wdę od­dy­chał ry­tmem wiel­kiej po­li­ty­ki – i choć dziś trud­no w to uwie­rzyć, de­cy­zje za­pa­da­ją­ce w tu­tej­szych sa­lach po­tra­fi­ły zmie­niać bieg hi­sto­rii ca­łe­go kró­le­stwa.

TAK MOGŁA WYGLĄDAĆ GŁÓWNA WIEŻA ZAMKU W SIERADZU, NAJBARDZIEJ STRATEGICZNY ADRES W MIEŚCIE

W kolejnych stu­le­ciach gmach prze­cho­dził licz­ne prze­bu­do­wy, jak­by pró­bo­wał do­trzy­mać kro­ku mo­dzie ar­chi­te­kto­ni­cznej. Po wiel­kim po­ża­rze mia­sta w 1578 ro­ku czę­ścio­wo go od­bu­do­wa­no, lecz spo­kój trwał krót­ko. W li­sto­pa­dzie 1655 ro­ku do Sie­ra­dza wkro­czy­li Szwe­dzi – do­brze zor­ga­ni­zo­wa­ni, do­sko­na­le uzbro­je­ni i, tra­dy­cyj­nie już, bez za­pro­sze­nia. Za­mek za­ję­li bez wal­ki, złu­pi­li z chłod­ną pre­cy­zją i zo­sta­wi­li po so­bie ru­inę, któ­rej opi­su nie po­wsty­dził­by się ża­den po­dręcz­nik de­wa­sta­cji. Gdy Po­la­cy przy­szli go od­bić, uda­ło się – choć po zwy­cię­stwie z zam­ku zo­sta­ło ty­le, że trud­no by­ło po­wie­dzieć, czy to jesz­cze twier­dza, czy już wspo­mnie­nie. Choć w la­tach sześć­dzie­sią­tych XVII wie­ku pod­ję­to pró­bę od­bu­do­wy, je­go daw­na świe­tność by­ła już tyl­ko wspo­mnie­niem.

ŚREDNIOWIECZNY WIDOK Z PIERWSZEGO SIODŁA – DESZCZ W BONUSIE. REKONSTRUKCJA KRZYSZTOFA PACHOLIKA.

Po tych wszystkich na­ja­zdach, po­ża­rach i od­bu­do­wach daw­na sie­dzi­ba ksią­żąt we­szła w osta­tni etap swo­je­go ist­nie­nia – ci­chy i nie­chlub­ny. Czas do­koń­czył dzie­ła wro­gów – mu­ry się sy­pa­ły, da­chy gi­nę­ły, a za­mek stra­cił na­wet pra­wo do prze­cho­wy­wa­nia akt są­do­wych, co by­ło dla nie­go koń­cem ka­rie­ry i po­cząt­kiem za­po­mnie­nia. Oko­ło 1800 ro­ku ro­ze­bra­no go nie­mal do­szczęt­nie, po­zo­sta­wia­jąc po so­bie je­dy­nie ślad w pa­mię­ci mia­sta.

ZAMEK W SIERADZU WEDŁUG XVIII-WIECZNEGO ARTYSTY – PERSPEKTYWA MOŻE I WĄTPLIWA, ALE ENTUZJAZM NIEPODWAŻALNY

Jeszcze przed II woj­ną świa­to­wą moż­na by­ło do­strzec reszt­ki daw­nych mu­rów, lecz i one zni­knę­ły, gdy Niem­cy wznie­śli na wzgó­rzu be­to­no­we bun­kry. Tak oto za­koń­czy­ła się dłu­ga ka­rie­ra sie­radz­kie­go zam­ku – od kró­lew­skich uczt po żoł­nier­skie ra­cje żyw­no­ścio­we.

ZAMEK ZNIKNĄŁ, ALE DUCH FORTYFIKACJI MA SIĘ DOSKONALE I MÓWI PO NIEMIECKU

OPIS ZAMKU Z LAT 1756-64

Zamek to był ob­szer­ny, wy­nio­sły i pięk­ny, a jak po­wia­da­no na­ów­czas, był on sro­dze zmu­ro­wa­ny z cio­so­we­go ka­mie­nia, wspa­nia­ły ku mie­szka­niu, ku o­bro­nie sta­te­czny. Skła­dał się on, nie li­cząc w to in­nych po­mniej­szych do­dat­ków i głę­bo­kich pod­zie­miów, bez któ­rych się nie u­mia­ła ob­cho­dzić ar­chi­te­ktu­ra ów­cze­sna w Pol­sce, głó­wnie z dwóch skrzy­deł i śro­dko­we­go gma­chu, czy­li kor­pu­su. Oby­dwa skrzy­dła, z któ­rych pół­noc­ne koń­czy­ło się wiel­ka ba­sztą czwo­ro­gra­nia­stą z ga­le­rią, za­wie­szo­ną już pra­wie nad szu­mią­cy­mi fa­la­mi rze­ki, do­cho­dzi­ły bo­ka­mi swy­mi aż do sa­me­go brze­gu War­ty, któ­ry, rów­nie sro­dze ob­mu­ro­wa­ny cio­sem, czy­nił przy­stęp do zam­ku jesz­cze trud­niej­szym z tej stro­ny niż z każ­dej in­nej.

GŁÓWNY DOM ZAMKOWY W DWÓCH ODSŁONACH – NA GÓRZE SUROWA ŚREDNIOWIECZNA PROSTOTA, NA DOLE RENESANSOWY FLIRT Z ESTETYKĄ, GDY SUROWOŚĆ ODKRYŁA SWÓJ POTENCJAŁ DEKORACYJNY

Głó­wną je­go czę­ścią nie by­ły gma­chy środ­ko­we, tyl­ko skrzy­dło pół­noc­ne. Pod tym skrzy­dłem te­dy, jak i pod ca­łym zam­kiem, znaj­do­wa­ły się naj­pierw do­syć głę­bo­kie pod­zie­mia, któ­re by­ły u­ży­te na skła­dy sta­rych dział nie­po­trze­bnych, na wiel­kie świę­ta wy­wle­ka­nych moź­dzie­rzy, pra­dzia­dow­skich śmi­go­wnic i ar­ke­bu­zów, a na­resz­czie ca­łych be­czek strzel­ne­go pro­chu i kul róż­ne­go ka­li­bru [...]. Nad pod­zie­mia­mi znaj­do­wa­ły się tak zwa­ne przy­zie­mia, nis­kie skle­pio­ne kom­na­ty dla ka­szte­lań­skiej słu­żby. Nad ty­mi przy­zie­mia­mi do­pie­ro wzno­si­ło się pię­tro mie­szkal­ne, a w nim głó­wne kom­na­ty. Po­mię­dzy ni­mi pier­wsza od sie­ni by­ła sa­la ja­dal­na. Był to gmach wiel­ki, lecz sta­ro­ży­tny jesz­cze i już od daw­nych cza­sów nie od­na­wia­ny.

ZAMEK MIAŁ SWOJĄ KUCHNIĘ – BEZ BLICHTRU, ZA TO Z ZAPACHEM, KTÓRY RZĄDZIŁ NA CAŁYM DZIEDZIŃCU

A więc ścia­ny tej sa­li by­ły gi­pso­wa­ne na bia­ło, ze sztu­ka­te­ria­mi u ko­lumn i z ozdo­ba­mi ze zło­ta. Czte­ry go­tyc­kie ok­na by­ły za­ra­zem i drzwia­mi i wy­pro­wa­dza­ły na sze­ro­ką ga­le­rię, za­wie­szo­ną nad brze­giem szu­mią­cej u do­łu War­ty. U stro­pu [...] wi­sia­ło lus­tro brą­zo­we o stu pięć­dzie­się­ciu świe­czni­kach. Pod lu­strem stał stół dę­bo­wy na kil­ka­dzie­siąt o­sób, a oko­ło nie­go kil­ka­dzie­siąt krze­seł po­rę­czo­wych, tak­że dę­bo­wych [...]. Pod jed­ną ścia­ną sta­ło sześć szaf ol­brzy­mich, za­wie­ra­ją­cych w so­bie far­fu­ry, za Sa­sów do­pie­ro u­po­wszech­nio­ną por­ce­la­nę i od wie­ków zna­ne sre­bra sto­ło­we. Przy dru­giej ścia­nie sta­ła wą­ska i dłu­ga sza­fa z ze­ga­rem, na ścia­nach wi­sia­ło kil­ka o­bra­zów o­lej­nych przed­sta­wia­ją­cych sce­ny bi­bli­jne [...].

W TAKICH WARUNKACH MIESZKAŁA SŁUŻBA – SKROMNIE, ZA TO Z WIDOKIEM NA CUDZE WYGODY

W następnej kom­na­cie, któ­ra była tak zwa­ną ba­wial­nią, było wi­dać już mięk­kość, prze­pych, a na­wet rze­czy­wi­ste bo­gac­two. Urzą­dze­nie tej kom­na­ty było jak wszy­stko, co się znaj­do­wa­ło w tym do­mu, przy­naj­mniej o pięć­dzie­siąt lat star­sze od cza­su, na któ­rym o­bec­nie sto­imy. Na ścia­nach za­dzi­wia­ły o­ko py­szne ma­ka­ty. Da­lej w tej­że kom­na­cie wi­dać by­ło sprzę­ty pa­rad­ne z ma­ho­nio­we­go drze­wa, ada­masz­kiem o­bi­te, któ­re już nie by­ły na­ów­czas o­so­bli­wo­ścią, ale po­mię­dzy ni­mi znaj­do­wa­ło się kil­ka sztuk he­ba­no­wych, wy­kła­da­nych per­ło­wą ma­ci­cą. Mię­dzy o­kna­mi za­wie­szo­ne by­ło zwier­cia­dło, uję­te w sze­ro­kie w og­niu zło­co­ne ra­my, z fi­lu­ter­nym dla dam nie­mło­dych na­pi­sem. Pod zwier­cia­dłem by­ła za­wie­szo­na o­gro­mna kon­cha ze sre­bra, któ­rą dwa gry­fy z brą­zu u­trzy­my­wa­ły na skrzy­dłach, a do któ­rej ze sre­brnej mor­dy ja­kie­goś mor­skie­go po­two­ra trys­ka­ła wo­da świe­ża, sztu­cznie wy­pro­wa­dzo­na w gó­rę [...]

OPIS ZAMKU


Zamek wzniesiono na sztu­cznie usy­pa­nym wzgó­rzu w do­li­nie War­ty. Miej­sce to mo­że nie na­le­ża­ło do naj­bar­dziej ma­lo­wni­czych, ale do­sko­na­le na­da­wa­ło się do obro­ny – fo­sa za­si­la­na wo­da­mi rze­ki sku­te­cznie od­dzie­la­ła wa­ro­wnię od oto­cze­nia. Bu­do­wni­czo­wie się­gnę­li po ka­mień i ce­głę, a plan w kształ­cie zbli­żo­nym do okrę­gu wy­ni­kał ra­czej z ukształ­to­wa­nia wcze­śniej­sze­go gro­dzi­ska niż z za­mi­ło­wa­nia do sy­me­trii. Śre­dnio­wie­czna ar­chi­te­ktu­ra rzą­dzi­ła się bo­wiem za­sa­dą, że for­ma ma prze­de wszyst­kim słu­żyć prze­trwa­niu, a nie za­chwy­tom przy­je­zdnych.

WZNIESIONY NIE DLA WIDOKÓW, LECZ DLA PRZETRWANIA – PO PRAWEJ STRONIE FOSA ZNIKNĘŁA, JAKBY AUTOR TESTOWAŁ CZUJNOŚĆ WIDZA

Mur obwodowy mie­rzył oko­ło 220 me­trów i skła­dał się z dwu­na­stu od­cin­ków róż­nej dłu­go­ści, two­rząc zwar­ty pier­ścień wo­kół prze­stron­ne­go dzie­dziń­ca. W je­go po­łu­dnio­wej czę­ści wzno­si­ła się mu­ro­wa­na za­bu­do­wa z re­pre­zen­ta­cyj­nym do­mem wiel­kim, po­sta­wio­nym w miej­scu daw­nej ro­mań­skiej ro­tun­dy z XIII wie­ku – jak­by no­we pa­no­wa­nie chcia­ło oprzeć się do­słow­nie na fun­da­men­tach po­prze­dni­ków. Po­zo­sta­łe bu­dyn­ki, miesz­kal­ne i go­spo­dar­cze, wy­ko­na­no praw­do­po­do­bnie z drew­na – ma­te­ria­łu do­stęp­ne­go, lecz ma­ło cier­pli­we­go wo­bec cza­su i lo­su.

REKONSTRUKCJA ZAMKU AUTORSTWA KRZYSZTOFA PACHOLIKA – ŻYCIE POD MURAMI NIE ZAWSZE OZNACZAŁO WIELKĄ POLITYKĘ, CZASEM PO PROSTU ZBIÓR KORZENI ;-)

Wjazd do zamku znajdował się w pół­noc­nej czę­ści za­ło­że­nia i pro­wa­dził przez wy­su­nię­ty, czwo­ro­kąt­ny bu­dy­nek bram­ny – punkt, w któ­rym każ­dy gość mu­siał prze­ko­nać straż, że na­praw­dę jest go­ściem. Tuż obok wkom­po­no­wa­no w mur ośmio­bocz­ną wie­żę głów­ną – kon­struk­cję, któ­ra do­sko­na­le od­da­wa­ła du­cha epo­ki: im wy­żej sie­dzisz, tym bar­dziej masz ra­cję.

PÓŁNOCNA BRAMA – W SAM RAZ, BY OSTUDZIĆ ENTUZJAZM NIEZAPOWIEDZIANYCH GOŚCI

W 1968 roku podczas ba­dań ar­che­olo­gicz­nych w Sie­ra­dzu na­tra­fio­no na od­kry­cie, któ­re wpra­wi­ło ba­da­czy w au­ten­ty­czne zdu­mie­nie. Z zie­mi wy­ło­ni­ły się po­zo­sta­ło­ści ce­gla­nej ro­tun­dy – pier­wszej te­go ty­pu bu­do­wli ziden­ty­fi­ko­wa­nej na zie­miach pol­skich. To od­kry­cie nie tyl­ko uzu­peł­ni­ło lu­ki w hi­sto­rii ar­chi­te­ktu­ry, ale też przy­po­mnia­ło, że Sie­radz w XIII wie­ku po­tra­fił za­ska­ki­wać roz­ma­chem i am­bi­cją.

1968 – ROK, W KTÓRYM NAUKA W SIERADZU ZROBIŁA WIELKIE OCZY

Rotundę wzniesiono oko­ło po­ło­wy XIII stu­le­cia, praw­do­po­do­bnie z ini­cja­ty­wy Lesz­ka Czar­ne­go. Zbu­do­wa­na z ce­gły na ka­mien­nym fun­da­men­cie, mia­ła okrąg­łą na­wę o mu­rach gru­bo­ści do dwóch i pół me­tra oraz wscho­dnią ap­sy­dę zam­knię­tą trze­ma bo­ka­mi ośmio­bo­ku. Nie im­po­no­wa­ła roz­mia­rem, ale jej for­ma zdra­dza­ła pre­cy­zję i dy­scy­pli­nę – ce­chy, któ­re w tam­tym cza­sie li­czy­ły się bar­dziej niż or­na­men­ty.

NA REKONSTRUKCJI ROTUNDA WYGLĄDA, JAKBY ZNIKĄD NIE OCZEKIWAŁA CIEPŁA – SUROWA NA ZEWNĄTRZ I PEWNIE JESZCZE SUROWSZA W ŚRODKU

Budowla stała w po­łu­dnio­wo-wscho­dnim na­roż­ni­ku gro­du, tuż obok ksią­żę­ce­go pa­la­tium i wa­łów obron­nych. Nie wia­do­mo, kie­dy zni­knę­ła z po­wierz­chni zie­mi. Po za­koń­cze­niu ba­dań w la­tach 80. ro­tun­dę po­no­wnie za­sy­pa­no, dzię­ki cze­mu do dziś trwa w spo­ko­ju pod war­stwą zie­mi – jak­by sa­ma wy­bra­ła so­bie los za­by­tku, któ­ry wo­li być od­kry­wa­ny niż oglą­da­ny.

CHWILA MIĘDZY ODKRYCIEM A ZAPOMNIENIEM – IDEALNA NA ZDJĘCIE

STAN OBECNY


Dziś na wzgórzu zam­ko­wym nie zo­ba­czy­my już żad­nych mu­rów ani baszt – po­zo­sta­ły je­dy­nie śla­dy, któ­re bar­dziej przy­po­mi­na­ją ar­che­olo­gi­czne west­chnie­nie niż śre­dnio­wie­czną twier­dzę. Fun­da­men­ty wa­ro­wni wciąż tkwią pod zie­mią, ale na po­wierz­chni wi­dać już tyl­ko po­nie­mie­ckie bun­kry, nie­chcia­nych spad­ko­bier­ców pia­stow­skie­go gro­du. Le­piej za­cho­wa­ło się sa­mo wzgó­rze i ota­cza­ją­ca je fo­sa, wciąż wy­peł­nio­na wo­dą, jak­by z upo­rem pil­no­wa­ła miej­sca, któ­re­go już nie ma.

NA WZGÓRZU ZAMKOWYM NIE MA JUŻ ZAMKU, ALE FOSA NADAL UDAJE, ŻE MA KOGO BRONIĆ

Jeden, symboliczny frag­ment daw­nej fun­da­cji kró­lew­skiej prze­trwał jed­nak do dziś – i to w dość nie­ocze­ki­wa­nym miej­scu. W 1925 ro­ku miej­sco­wy pro­boszcz od­ku­pił od ży­do­wskiej gmi­ny mi­ster­nie zdo­bio­ne odrzwia, po­cho­dzą­ce naj­praw­do­po­do­bniej z daw­ne­go zam­ku, a na­stęp­nie ka­zał wmu­ro­wać je w ścia­nę przy wej­ściu głów­nym do sie­radz­kiej ba­zy­li­ki. I tak oto je­dy­ny oca­la­ły ele­ment wa­ro­wni zna­lazł no­wy dom – bli­żej nie­ba, ale z da­la od fo­sy.

DAWNE ODRZWIA ZAMKU ZNALAZŁY AZYL W MURACH SIERADZKIEJ BAZYLIKI
Zwiedzanie bez bi­le­tu – otwar­te ca­łą do­bę, na­wet w świę­ta i pod­czas bu­rzy.
Teren daw­ne­go zam­ku to dziś park – spo­koj­ny, zie­lo­ny i cał­ko­wi­cie do­stęp­ny dla wszyst­kich, łącz­nie z czwo­ro­no­ga­mi.
Wzgórze da się obejść w kwa­drans – dwa­dzie­ścia mi­nut, je­śli ktoś lu­bi się za­trzy­my­wać i uda­wać, że szu­ka śla­dów po zam­ku.

DAWNA FOSA ZAMIENIŁA SIĘ W PARKOWY AKCENT – MOSTEK ŁĄCZY DZIŚ TO, CO KIEDYŚ MIAŁO DZIELIĆ

DOJAZD


Wzgórze zamkowe znaj­du­je się przy ul. Pod­zam­cze, za­le­dwie kil­ka­set me­trów na wschód od Ryn­ku, tuż obok Sie­radz­kie­go Par­ku Etno­gra­fi­czne­go. Z cen­trum naj­ła­twiej dojść lub do­je­chać uli­cą Zam­ko­wą – na­zwa nie­przy­pad­ko­wa, bo pro­wa­dzi do­kła­dnie tam, gdzie po­win­na.

Samochód war­to zo­sta­wić na nie­wiel­kim par­kin­gu przy po­łu­dnio­wym wej­ściu na wy­spę – kto pier­wszy, ten par­ku­je jak król.
Rowerzyści mi­le wi­dzia­ni, ale tyl­ko pie­szo — obo­wią­zu­je za­kaz ru­chu.

W CZASIE, GDY WYKONYWANO TO ZDJĘCIE, TYLKO NAJSZYBSI MIELI SZANSĘ ZAPARKOWAĆ TAM, GDZIE NIEGDYŚ STAWALI RYCERZE — NIEDŁUGO POTEM MIASTO ZBUDOWAŁO WIĘKSZY PARKING, BY NIKT NIE CZUŁ SIĘ POMINIĘTY PRZEZ HISTORIĘ

ZAMKI W POBLIŻU


LITERATURA


  1. L. Kajzer, J. Salm, S. Ko­ło­dziej­ski: Le­ksy­kon zam­ków w Pol­sce, Ar­ka­dy 2001
  2. L. Kajzer: Zam­ki i dwo­ry obron­ne w Pol­sce cen­tral­nej, DiG 2004
  3. materiały infor­ma­cyj­ne UM